Strona 3 z 8

Re: Wyprawa

: 8 mar 2015, o 22:26
autor: Cody Evans
Cody dopytuję się o pochodzenie dziewczynki oraz czy wie cokolwiek o kryjówce heretyków, po otrzymaniu informacji ogłusza dziewczynkę i przywiązuje ją do drzewa. (Na konarze, poza zasięgiem zwierząt, do wniesienia jak i przywiązania używam mojego haku z liną) z planem zabrania jej do wioski po powrocie. Nauczy się gówniara łazić samemu po lesie. Następnie kontynuuję podróż w stronę kryjówki.

OOC-PS: Cody jest zwiadowcą, co czyni go równie dobrze swego rodzaju szpiegiem. Gdyby ktoś go śledził i miał choćby takie wrażenie natychmiast schowałby się w jakimś krzaku/na drzewie i czekał z napiętą cięciwą. Nie zapominaj, że przeszedł trening zwiadowczy i osoby śledzące go, różne hałasy i obeznanie terenu to dla niego chleb powszedni. Nie jest to łatwe żeby mu coś umknęło. Nie dość, że ma sokole oko to jeszcze ten trening. To takie info na przyszłość :>

Re: Wyprawa

: 9 mar 2015, o 17:21
autor: Shaiva
Odór śmierci odorem śmierci, Dalewin postanowił wejść do środka trzymając w zanadrzu siekierę.

Re: Wyprawa

: 9 mar 2015, o 18:10
autor: Garnier De Naplouse
Nadar postanowił się nie poddawać. Przypomniał sobie, jak zachowywał się kapłan na dworze jego ojca i zdecydował, że poda się za jednego z takich. Prosty strażnik nie mógł znać przecież tak wysoko postawioną osobistość. Diakon wyprostował się, wciągnął brzuch, przybrał groźny wyraz twarzy i krzyknął:
- Ja wam dam łachudry! Osobistego Kapelana naszego jaśnie oświeconego Hrabiego nie poznać? O wy łajzy, o niecnoty!- Nadar podbiegł do żołnierzy i zaczął ich grzmocić. Tego w nos, tamtego za ucho. Tego w kostkę, tamtego w brzuch. Tak biegał od jednego do drugiego i lał ich, gdzie popadnie.
- Przepraszamy, Panie!- Zawył jeden.
- Nie poznaliśmy, ale teraz już poznajemy!
- To dobrze.- Powiedział Nadar i przestał ich bić.- Odsuńcie się teraz, chce przejść.
Strażnicy pokornie go przepuścili.
- Bije jak sam Karwóg.- Powiedział cichcem jeden z nich. Na jego nieszczęście diakon to usłyszał. Podbiegł i znowu zaczął ich grzmocić.
- Nie będziecie wymawiać imię Pana na daremno!- Tak jak poprzednim razem bił lekko, tylko po to, aby wejść w rolę, to tym razem już tak nie było. W którymś momencie nawet zdjął but i zaczął nim ich okładać po gębach.
- Mam nadzieję, że to kazanie trafiło wam do serca.- Powiedział, kiedy skończył.
- Pseplasamy!
Nie odpowiedział tylko wkroczył do magazynu. W budynku było ciemno. Trochę mu zajęło znalezienie krzesiwa i hubki zajęło trochę czasu. Kiedy wreszcie zapłonął ogień rozejrzał się wokół.
Na ziemi leżało kilkanaście posłań. Niektóre były rozgrzebane, inne starannie pościelone. Pod ścianą stało kilka pudeł. Jak się okazało z gwoździami. Nic ważnego. Na ścianach były napisy wyryte ostrzami noży. ,,Biezuj to thusz” i ,,Karwóg to…”. Nadar nie doczytał ostatniego.
Wtedy diakon zauważył jeszcze jedną rzecz. W kącie leżało kilka strzał. Z pomarańczowymi lotkami. Dlaczego zostawili taki bałagan? Teraz przynajmniej było jasne dlaczego zginął Iw.
Trzeba porozmawiać z właścicielem wioski. Pomyślał. Może on będzie coś wiedział.

- Skąd jesteś dziewucho?- Zapytał się Cody.
- Stąd, z wioski. Mieszkam z tatą. Mamusie i braciszka zabrało morowe powietrze całkiem niedawno. Mam też…
- Wystarczy. Wiesz coś może o kryjówce heretyków.
- Jakich heretyków? Aaaaa, tak mieszkają bardzo blisko. Czasami do nich chodzę. Opowiadają mi bajki o zwierzątkach i o mojej mamusi. Mówią, że ona cały czas żyje i mnie obserwuję. Mogę pana zaprowadzić tam. Ojej, ale było by super.
- Tak, tak. Bardzo chętnie. Zobacz jelonek!- Powiedział i wskazał w stronę za jej plecami.
- Gdzie? Gdzie?- Zawołała uradowana i obróciła się.
Cody uderzył ją w tył głowy. Nie za mocno, ale wystarczająco, aby zemdlała. Podniósł ją prawie bez wysiłku i za pomocą swojej linki przywiązał ją do drzewa. Przywiązał ją wysoko, żeby żadne zwierzęta, czy potwory jej nie dopadły.
Wszedł do lasu i poszedł w stronę obozu Hataków. Kiedy był już bardzo blisko postanowił wejść na drzewo. Sięgnął ręką po linę, ale jej tam nie było. No tak, zostawiłem ją z tą gówniarą. Pomyślał. Trza to zrobić po staremu.
Po chwili był już na drzewie. Nie zajęło to tak wiele czasu, ale było ciężej. Rozsiadł się wygodnie i przystąpił do obserwacji.
Obóz był niewielki, kilka namiotów i niedbale zbudowany podest do głoszenia kazań. Nie było żadnych straży, nikt nie był uzbrojony. Wejście do środka było by łatwe jak ukradnięcie chłopu świni.
Cody miał nieszczęście być tam w trakcie jednego z kazań. Bajdurzenie dotyczyło wpływu modlitwy na odradzanie się ginących gatunków. Cały czas walczył z chęcią posłania strzały w mówcę. W wyobraźni strzelił już kilkadziesiąt razy.
Podczas obserwacji zauważył coś dziwnego. Był jeden namiot, który wszyscy obchodzili szerokim łukiem. Kiedy byli w pobliżu stąpali na palcach.
Cody zlokalizował też mistrza Hataków. Stary, siwiutki dziadek siedzący na skraju lasu.

Dalewin zdecydował się wejść do domu od frontu. Wyjął toporzysko i zrobił kilka przysiadów. Następnie podszedł do drzwi i wywarzył je jednym, silnym kopnięciem.
W samym centrum chaty, na przegnitym sznurze wisiał jego znajomek. Dalewin przesądnie wykonał gest chwalący Karwoga, a potem kilka gestów dla władców chmur…Dla bezpieczeństwa.
- Witaj.- Przywitał się w końcu.- Dawno się nie widzieliśmy.
Nikt rzecz jasna nie odpowiedział. Drwal przeszukał chatę, lecz nikogo nie znalazł. Zdziwił go fakt braku jakiejkolwiek podpórki, na której stałby wisielec przed zadyndaniem. Ktoś ją zabrał, czy co?
Nad tym miał się zastanowić później. Teraz trzeba było zlokalizować bardzo ważną rzecz. Zaczął powoli chodzić po chałupie nasłuchując dźwięków podłogi. Wreszcie usłyszał dźwięk pustki pod podłogą. Ukląkł na ziemi i zaczął macać. Po chwili znalazł. Tym czymś był uchwyt od fałszywej podłogi. Pociągnął i otworzył sobie drogę do tajemnej fabryki bimbru. Gorzała co prawda była paskudna, ale wciąż lepiej niż żadna.
Wziął kilka gąsiorków i wyszedł z piwniczki. Wtedy ją zobaczył. W drzwiach stała baba z jakimś koszem.
- Zraza…To nie tak jak się wydaję. Ja tylko…- Wypowiedź przerwał mu tak głośny wrzask dziewki. Był tak głośny, że zmarłego by obudził. Nie mówiąc o oddziale strażników, obozującym przy drodze.
Nie było już czasu na pertraktacje. Dalewin odepchnął babę i skoczył w las. Zobaczył kątem oka, że żołnierze już biegli.
Co robicie?

Re: Wyprawa

: 9 mar 2015, o 18:43
autor: Cody Evans
Cody ześlizgnął się po cichu z drzewa i zakradł za starucha, zatykając mu usta wciągnął go do lasu żeby dowiedzieć się czy heretycy mają jakieś uzbrojenie oraz dlaczego unikają jednego z namiotów. (w razie czego użycie bolesnej perswazji - z zachowaniem ciszy)

Re: Wyprawa

: 9 mar 2015, o 18:52
autor: Shaiva
Dalewin wiedział że ze strażą nie ma co gadać, wyciągnął nogi za pas i czmychnął do lasu. Jako że był drwalem znał dobrze budowę lasów i wiedział w którą stronę znajduje się największy gąszcz. Liczył na zgubienie w nim pogoni.

Re: Wyprawa

: 9 mar 2015, o 21:20
autor: Asan
Jak pomyślał - tak zrobił. Nadar udał się do właściciela wioski.

Re: Wyprawa

: 9 mar 2015, o 22:01
autor: Garnier De Naplouse
Cody postanowił schwytać starucha. Zeskoczył z drzewa i wolno podpełzł do celu. Musiał okrążyć polanę i trochę to zajęło. Wreszcie był za nim. Starowina nucił sobie jakąś piosnkę.
Cody powoli wstał, oparł ciężar na przednią nogę i wyciągnął ręce. Starowina nadal nucił jakąś piosnkę. Cody był już za nim, już miał ręce przy jego głowie. Starowina przestał nucić.
Wtedy Evans chwycił go jedną ręką za szyję, stabilizując go. Drugą ręką wybił mu powietrze z płuc, a potem zasłonił usta. Trzymał przez chwilę i poczekał aż przestanie się ruszać. Dopiero wtedy wciągnął go do krzaków. Nikt ich nie zauważył.
Ciągnął go przez jakieś kilka minut. Chciał odejść na większą odległość. Kiedy uznał, że mają teraz odpowiednio dużo prywatności oparł kapłana o kamień i obudził go kopnięciem w brzuch.
- Jeżeli raz krzykniesz poderżnę ci gardło, jeżeli twoja odpowiedź mi się nie spodoba poderżnę ci gardło, jeżeli mnie oszukasz pobiję cię a potem poderżnę ci gardło.
- Zawsze zaczynasz tak rozmowę?- Zapytał. Cody uderzył go w twarz.- Chciałbym zobaczyć twoje zaloty do dziewek.
Cody skopał go porządnie
- Dobra, dobra. Żartowałem. Czego chcesz?
- Macie jakieś uzbrojenie?
- Naszym mieczem jest słowo, a tarczą wiara!- Wykrzyczał, a potem zaczął się śmiać.- Chcesz taką propagandową odpowiedź, czy prawdziwą?
Cody milczał.
- Rozumiem. Dwóch ma kordy i to chyba tyle…A i jeszcze Brat Akwin ma ćwiekowaną laskę.
- Dlaczego jeden namiot omijacie szerokim łukiem?
- Jaki…? Aaaa ten!- Zaczął się gwałtownie śmiać. Śmiał się coraz głośniej i donośniej. Codiemu przestało się to podobać więc kopnął go w brzuch. Dziadek zakrztusił się, zaczął charczeć i rzucać się. Po chwili kompletnie zesztywniał. Oczy miał zimne i szkliste.
Cody zaklął szpetnie.


Dalewin wbiegł do lasu. Strażnicy byli zaraz za nim. W tym chędożonym błocie biegło się strasznie ciężko. Jeden z goniących potknął się o korzeń i wylądował twarzą w bagnie. Drugi z powodu wybuchu śmiechu nie był w stanie dalej drałować.
Drwal miał wprawę w chodzeniu po lasach. Skierował się w stronę największego gąszczu. Pokażę im na co mnie stać. Jak pomyślał tak zrobił. Był to widok zadziwiający. Olbrzymi drwal przeskakujący pomiędzy drzewami jak żbik. Jak żołnierze to zobaczyli to sobie odpuścili. Tylko dziesiętnik nie zrezygnował. Popędził za nim.
Dalewin myślał, że już nikt go nie goni więc usiadł sobie na kamieniu i otarł czoło. Oprócz pędzenia bimbru to nie miał zatargów z prawem, zresztą ich wioskowemu dziesiętnikowi podarowało się kilka gąsiorków i miało się spokój. Teraz został wplątany w morderstwo i jeszcze ten pościg.
- Mam cię teraz łajzo!- Krzyknął ktoś za nim.
To był dowódca tamtego oddziału. Drwal szybko wstał i pobiegł w las, ale on siedział mu na karku. Był coraz bliżej. Nagle pościg ustał. Zdziwiony spojrzał przez ramię. Noga strażnika wpadła głęboko w bagno i za cholerę nie mógł jej wyjąć.
- Ja ci dam…Zaraza….No nie teraz, proszę. Miałem dostać awans…Zaraza.
Dalewin uśmiechnął się do siebie. Obrócił się i zaczął iść. Wtem usłyszał za sobą przeraźliwy krzyk. Obejrzał się i od razu zobaczył co było powodem wrzasku. Do dziesiętnika sunął Gepat. Gepat jak Gepat. Długi ogon, zielona, centkowana skóra, długi pysk z setkami zębów, które zdolne były rozszarpać człowieka w oka mgnieniu.

Nadar udał się do właściciela wioski. Po drodze zobaczył jakąś dziewczynkę przywiązaną do drzewa, ale szybko ją minął. Wolał się nie mieszać w wioskowe wierzenia.
Wioska była prawie pusta. Wszyscy poszli szukać jakiegoś zbrodniarza co powiesił ich miejscowego bimbrownika. Bimber co prawda pędził paskudny, ale wciąż tańszy od rozwodnionego piwa w miejscowej karczmie.
Przed domem właściciela wioski czekał jego szambelan. Szambelan był tytułem danym trochę na wyrost. W tym przypadku był to ubłocony osiłek zajmujący się smarkaniem przez palce. Zawsze jakieś zajęcie.
- Musze się widzieć z Hrabią. Mam do niego ważną informację.
- Hrabia nie wychodzi od tygodnia. Nikogo nie widuje. Jest zajęty bo…Bo…Bo kompentluje.- Wydukał wreszcie dumny, z wypowiedzenia tak trudnego słowa.
Postanowił wziąć przygłupa pod włos.
- O, ale znasz trudne słowa. Wytłumaczysz mi?
- No…Ja tak do końca nie wiem, ale on cały czas pije. Pewnie o to chodzi.
- Aha, bo ja mu właśnie przynoszę ważne wieści. Właśnie w sprawie jego picia.
- No skoro tak to chyba muszę cię wpuścić.- Powiedział i wpuścił diakona do środka. Poszło łatwiej niż w przypadku tamtej dwójki, ale tam było przyjemniej.
Chałupa była spora jak na tutejsze standardy. W kącie siedział zalany w trupa właściciel ziemski.
- Czego chcesz?
- Szczęść boże.
Hrabia spojrzał na niego zdziwionym wzrokiem.
-Nie chcesz mnie zabić?- Zapytał.
- Dlaczego miałbym to zrobić?
- Nie denerwuj mnie.
Przez chwilę milczeli. Nadar nie mógł wytrzymać tego zapachu. Śmierdziało jakby ktoś tutaj przez tydzień pił gorzałę. W rzeczywistości tak właśnie było.
- Na twoich ziemiach jest pewien magazyn. Ukrywali się w nim bandyci.
- Doprawdy? Ze światem zewnętrznym nie mam kontaktu od ponad tygodnia.
- Wiesz może kto tu się brata z bandytami?
- Jeszcze tego nie zrozumiałeś? NIE MAM Z NIKIM KONTAKTU!!! Nie wiem co jest poza tą butelką i obchodzi mnie to równie dużo co ten chędożony magazyn i ten chędożony chłopak!!!
Nadar zbierał się do wyjścia. Niczego więcej od niego nie wyciągnie.
Co robicie?

Re: Wyprawa

: 9 mar 2015, o 23:02
autor: Cody Evans
Dla pewności Cody poderżnął gardło staruchowi, nigdy nic nie wiadomo.
Następnie udał się z powrotem do obozu.
Przygotowuje prymitywną pochodnie z dostępnych materiałów (zakradł się pod obóz)
Udał się na przeciwny koniec obozu i podpalił jeden z namiotów po czym szybkim tempem zwiadowcy dobiegł do tajemniczego namiotu (przez las, okrążając obóz) Odczekając, aż uwaga obozowiczów skupi się na pożarze wchodzi do namiotu z napiętą cięciwą.

OOC-PS: Dziewczynka wlazła za mną do lasu gdzie ją zostawiłem, jakim cudem mógł ją znaleźć Nadar poruszając się na terenie wioski?

Re: Wyprawa

: 10 mar 2015, o 20:03
autor: Shaiva
Dalewin pomimo kłopotów ze strażą postanowił, że nie będzie patrzył jak umiera człowiek. Złapał za trzonek siekiery i zdecydował zmierzyć się z gepatem, używając strażnika jako przynęty w celu zajścia zwierza od boku.
Jeśli mu się uda to próbuje wyjaśnić strażnikowi nieporozumienie i pyta się go o jakieś poszlaki w związku z zabójstwem/podejrzanym samobójstwem.

Re: Wyprawa

: 12 mar 2015, o 22:14
autor: Asan
Diakona zdziwiła wiedza hrabii na temat magazynu i lwa. Przecież duchowny nie mówił o tym wydarzeniu, a arystokrata nie ma przecież kontaktu z rzeczywistością. Idąc tym tropem, diakon podjął odpowiednie kroki.